Ni stąd ni zowąd odezwała się w mojej głowie piosenka stara, jak świat. To znaczy stara jak mój świat. No i uśmiechnęłam się, zadumałam. A potem wpadłam tu na chwilkę, rozejrzałam się i otworzyłam okno, żeby wpuścić trochę świeżego powietrza, bo stęchlizną czuć. Taki chyba los tego miejsca; gospodyni pojawia się i znika, jak tytułowy Józek. Cóż, szukałam dystansu, zmiany spojrzenia. Ewangelia mówi: „Szukajcie, a znajdziecie”. Zazwyczaj człowiek znajduje nie to, czego szuka. Odwykłam od pisania i od słów, których coraz mniej we mnie, zresztą nigdy nie było ich zbyt wiele; przychodziły z trudnością i zazwyczaj trzymam je mocno, nie wypuszczam spod pióra. Kiedy odetnie się pępowinę, zaczynają żyć swoim życiem i znaczą nie to, co znaczyć, opisać, nazwać miały. Zamiast budować – niszczą, wprowadzają mętlik. Ale jak to mówią, złej baletnicy przeszkadza drut kolczasty w majtkach. Zatem stałam się strażnikiem słów odsiadujących w mojej głowie wyrok dożywocia.
To takie moje motto zaczerpnięte z poematu "Dziecię Europy" Czesława Miłosza:
(...)
Niech słowa twoje znaczą nie przez to co znaczą
Ale przez to wbrew komu zostały użyte.
Ze słów dwuznacznych uczyń swoją broń,
Słowa jasne pogrążaj w ciemność encyklopedii.
Żadnych słów nie osądzaj, zanim urzędnicy
Nie sprawdzą w kartotece kto mówi te słowa.
(...)
PS. Chciałam "wstawić" tę piosenkę, ale (cholercia!) nie umiem! Blox jest dla mnie mało przyjazny ;)